kolektyw kąpielisko

Screen-Shot-2015-06-28-at-20.44

Życie społeczne miasta opiera się przede wszystkim na inicjatywach oddolnych, które podejmowane są przez lokalnych aktywistów. To od ich chęci i uporu zależy, czy i która dzielnica będzie miała swoją wspólną przestrzeń do życia – dom kultury, park, ogród społeczny. O społecznikostwie rozmawiamy z Magdą Garczarczyk, architektą krajobrazu, społeczniczką i Poznanianką – z urodzenia.

 


Wstałaś któregoś dnia i pomyślałaś – będzie kolektyw?

Magda: Idea ogrodów społecznych jest mi bliska, ponieważ jestem architektem krajobrazu zaangażowanym społecznie.

A dlaczego tutaj?

Magda: Szukaliśmy miejsca, by stworzyć ogród społeczny. Taki, który będziemy tworzyć wspólnie z mieszkańcami w miejscu, które jest dla nich ważne. A skoro przed laty w Parku Kasprowicza było kąpielisko, czyli miejsce spotkań i spędzania wolnego wakacyjnego czasu, to uznaliśmy, że trzeba się postarać, by to miejsce znów zaczęło żyć. Zainicjowaliśmy powstanie Kolektywu Kąpielisko, a teraz działamy na terenie miasta, które wypożyczamy zgodnie z umową z POSiR.

Jak wyglądała droga Waszego dojścia tutaj?

Magda: Rozmowy z miastem rozpoczęliśmy dwa lata temu. Na początku trudno było przekonać do tego pomysłu urzędników, którym określenia „ogród społeczny” i „za darmo” wydawały się co najmniej dziwne. No i Łazarz późno dołączył do miejskiego planu rewitalizacji, więc robienie tutaj czegokolwiek wydawało się, co niektórym, przynajmniej dziwne. Jednak komunikacja, na którą postawiliśmy oraz przedstawienie atutów kolektywu w końcu przekonały urzędników, że to w interesie miasta. Dodatkową wartością i naszym argumentem było też to, że powiększamy ofertę kulturalną.

W jaki sposób?

Magda: Warsztaty zielarskie, wspólne sadzenie roślin, kino plenerowe latem czy pikniki, na których pieczemy przysmaki we własnoręcznie wybudowanym tutaj piecu to ogromnie ważne aspekty społecznego życia. Takiego, które przez opustoszałe kąpieliska, parki czy kamienice zaczynało w mieście umierać. Chcemy przyciągać dzieci i mieszkańców jako alternatywę dla czasu w bramie. Pokazywanie, że można, że się da to ważne czynniki działań społecznych i edukacyjnych – nie trzeba mieć, ale trzeba chcieć. Ma to być dla mieszkańców i za darmo.

Domyślam się, że wymaga to pieniędzy?

Magda: Jesteśmy już stowarzyszeniem, więc mamy swoje składki i dzięki temu możemy dostawać grandy z miasta. Dużą rolę pełnią prywatni sponsorzy, którzy na przykład przekazują nam nasiona czy nawóz ekologiczny. Partnerzy dziewczyn, które tutaj działają, zajmują się często transportem i logistyką. Ktoś ma znajomego w drukarni, więc mamy plakat taniej. Jakoś tak metodą wielu prób i znajomych udaje nam się tworzyć to, co założyliśmy.

Poznań jakoś się różni pod względem działań społecznych od innych miast?

Magda: Na studiach i chwilę po nich mieszkałam w Warszawie, która w porównaniu z Poznaniem była multikulturowa, otwarta na ludzi, oddolne inicjatywy.

Słyszałam i właściwie nadal słyszę głosy, że tutaj nic nie ma, nic się nie dzieje. Tylko, że samo się nie zrobi.

Dlatego, kiedy wróciłam po studiach, Poznań pokazał mi się jako miejsce, w którym też można, ale trzeba się zorganizować. Widzę, że to miasto się zmienia poprzez oddolne inicjatywy, czy świetne kawiarnie i restauracje z lokalnym jedzeniem. Okazuję się, że infrastruktura dla ludzi to nie tylko przedszkole i przystanek, ale te wszystkie miejsca, w których można się spotkać, być w mieście, wśród ludzi.

Dziękujemy za rozmowę 🙂

 

* cała rozmowa do odsłuchania tutaj: kolektyw_kapielisko