duchy przeszłości na bruku

Nie ma już w Tykocinie brodatych kupców w długich chałatach. Nie ma Rabina. Nikt nie czyta Tory, ani nie zgłębia mistycznych tajników Kabały.  I mimo, że brukowane uliczki pustoszeją wieczorami niczym w Szabas, nikt nie śpiewa modlitwy o zachodzie słońca. W barokowych murach bernardyńskiego klasztoru bracia nie śpiewają Jutrzni o świcie, ani nie wzywają wstawiennictwa swojego patrona – Bernarda ze Sieny. Klasztor zlikwidowano carskim ukazem po Powstaniu Styczniowym, a Alumnat zamieniono na hotel.

Wśród codzienności historia zastyga na koślawym bruku, wgryza się w warstwy farby na drewnianych okiennicach i obłazi liszajami z zawilgoconych murów synagogi.
Bruk jest cierpliwy, przetrwał radzieckie walonki w 1939 i podkute niemieckie oficerki w 41… i potem kolejne niemieckie oficerki, ale już nie podkute tylko połatane i przemarznięte. Zaraz za nimi te same radzieckie walonki bez większych zmian…

Władza ludowa przyszła i odeszła. Potem tylko kwiaty w wieńcach zamieniły się w plastikowe, a w sklepie z odzieżą na wagę metki z „made in Poland” zamieniły się na „made in China”. Ale to wszystko to tylko szczegóły bo poranne mgły z nad Narwi zaczarowują Tykocin codziennie od nowa i wystarczy raz tylko tu przyjechać, by uwierzyć, że ulica krokodylowa, skrzypek na dachu i bajka o Golemie mogą się tu przytrafić codziennie, każdemu…

 

_MG_9621

 

_MG_9629

 

_MG_9676

 

_MG_9639

 

_MG_9655

 

_MG_9606

 

 

Leave A Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *